W XVI w. król Hiszpanii, Karol I, wysłał swoich konkwistadorów do Nowego Świata, gdzie znaleźli oni nieznane cywilizacje, datujące się z I tysiąclecia p.n.e. Kiedy po wylądowaniu w Zatoce Meksykańskiej posuwali się przez deszczowe lasy, gęste od cierni i rojące się od moskitów, w kierunku azteckiej stolicy Tenochtitlanu (dzisiejsze miasto Meksyk), było wiele powodów dla miejscowych Indian i Hiszpanów, żeby jedni na drugich wytrzeszczali oczy podejrzliwie. Aparycja Hiszpanów odpowiadała proroctwu znanemu Indianom: władca imperium Azteckiego Motecuhzoma Xocoyotzin (Montezuma) i jego lud wierzyli, że są świadkami powtórnego przybycia boga Quetzalcoatla (Pierzastego Węża), który - jak to było przepowiedziane - powróci biały i brodaty oraz majestatyczny ze Wschodu. Ich uwagę przykuwała obcość uzbrojonych żołnierzy z błyszczącą stalą, strzelającą bronią palną wyrzucającą pioruny i siedzących na potworach (najbardziej przerażających ze wszystkiego), wydających głuchy odgłos kopyt, podrzucających grzywy i bijących ogonami. Działo się tak, ponieważ oni nie mieli ani żelaza, ani stali i walczyli zatrutymi strzałami oraz bronią z brązu i obsydianu. Ponadto ci prekolumbijczycy nigdy nie odkryli koła i nigdy nie widzieli konia. W istocie, w tych krajach, z wyjątkiem wysokich Andów w Peru, gdzie lamy byty czasem używane jako zwierzęta juczne, człowiek byt „zwierzęciem" noszącym ciężary - tradycja tak głęboko zakorzeniona, że nawet dzisiaj tamtejsi robotnicy budowlani często wolą przenosić ciężkie kamienie na swych plecach w wielkich plecionych koszach podtrzymywanych opaskami na głowie niż używać taczek czy wózków. A co do konia, było to historyczne spotkanie, prawdę powiedziawszy, początek wielowiekowej historii miłosnej.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 »